Nie udzielamy informacji

Ostatnio zostaliśmy zaproszeni przez Potencjalnego Klienta do kolejnego przetargu. Wszyscy powinni się cieszyć, wiwatować. W końcu po raz kolejny ktoś z zewnątrz docenia naszą pracę i wydawać się może, że takie zaproszenie do konkursu w pełni nas nobilituje. Niestety. Tak jednak nie jest. Ale po kolei.

 

Zadanie: Raport Roczny. Klient: duża spółka z Pomorskiego. Termin: wykonalny.

 

Wszystko jasne. Poza jednym: ilu oferentów zostało zaproszonych do postępowania ? Postanowiłem to sprawdzić, bo z naszego punktu widzenia to jest kluczowe zagadnienie. Nie sposób startować w przetargach, gdzie w szranki staje 300 agencji, bo po pierwsze szanse na wygraną są mniejsze niż w Totku, a po drugie nikt ze strony Klienta nie przejrzy wszystkich propozycji rzeczowo je oceniając. Na moje pytanie odnośnie ilości zaproszonych podmiotów do postępowania otrzymałem jedynie zdawkowego mejla o treści: “Nie udzielamy informacji o ilości podmiotów zaproszonych do przetargu. Z poważaniem …”

 

Cóż, i bądź tu człowieku mądry. Startować, czy nie startować ? Ryzykować, czy nie ryzykować ? No cóż, postanowiliśmy jednak odmówić udziału w konkursie. Dlaczego ? Bo chcielibyśmy być traktowani jak parter w rozmowie i ktoś, kogo faktycznie zaprasza się do konkursu, biorąc pod uwagę jego dorobek i osiągnięcia. Jak ktoś, kto faktycznie sprosta postawionemu przed nim zadaniu i wykaże się 100 % profesjonalizmem, dbając o Klienta i w pełni angażując się w każdy etap postawionego przed nim zadania. To przecież zrozumiałe, że aby dobrze wypaść musimy poświęcić konkursowi mnóstwo czasu. Nikt zaś nie zagwarantuje nam wygranej. Działamy jak każda firma i staramy się minimalizować wszelkie ryzyko rynkowe. Jakie zatem podjęlibyśmy ryzyko startując w konkursie o nieokreślonej liczbie oferentów, lub liczbie zbliżonej do cytowanej wcześniej 300setki ? Z pewnością duże …

 

Niestety, nie udzielnie nawet tak podstawowych informacji jak ilość oferentów w postępowaniu, nie sprzyja także wzajemnym partnerskim relacjom. Przyznam szczerze, że w tym konkretnym przypadku miałem poczucie potraktowania nas “z klucza”, jako jednej z tysiąca firm i firemek, które działają w obszarze szeroko, a czasami nawet zbyt szeroko, pojętej reklamy i marketingu. Niestety taka “nobilitacja”, to żadna nobilitacja. Na nic nasze wysiłki i starania związane z podnoszeniem własnych standardów pracy. Na nic. Jesteśmy jednymi z wielu. Mam nadzieję, że nie dla wszystkich J

Tagi:

Dodaj odpowiedź